Kasia Kmita, Parada wycinanek
9.10-30.10.2009
Cykl prac Katarzyny Kmity składający się na wystawę „Parada wycinanek” powstaje od kilku lat i odzwierciedla rosnące zainteresowanie kultury współczesnej ludowością. Kaszubskie kwiaty, łowickie barwne pasy, drewniane korale i oczywiście – wycinanki (o łowickim i kurpiowskim rodowodzie), kiedyś niechciane, bo ludowe i nienowoczesne, teraz „wędrują” na ubrania, domowe sprzęty jako motyw dekoracyjny.
Pochwała asymetrii…
Od kilku sezonów, niejako podskórnie, choć z żywotnością, wypływają na kulturową powierzchnię różnorodne etniczne ślady. Egzotyczne (bardziej pociągające) i te bardziej znajome, swojskie. Ostatnie, do niedawna traktowane nieco po macoszemu i jakby… wstydliwie. Że niby takie niepoważne. I że nie mogą się podobać, bo… ludowe i nienowoczesne. Lecz teraz, jeszcze nieśmiało, stają się coraz bardziej widoczne. I…chciane. Kaszubskie haftowane błękitno i żółto kwiaty, łowickie barwne pasy, góralskie zapinki, koronkowe serwetki, drewniane korale.
I oczywiście –wycinanki (o łowickim i kurpiowskim rodowodzie): kwiatowe rozetki, koguty, szlaczki. Często „wędrują” na ubrania lub domowe sprzęty jako motyw dekoracyjny. To tu, to tam pojawiają się na bluzkach, chustach, spódnicach. A ostatnio – są ożywczą inspiracją dla polskiego designu. Okazuje się także, że ludowe wątki, lub chociaż pewien ich ślad, jak strzępienia, ciosania czy cięcia, surowość i siermiężność naturalnych materiałów, lnu czy filcu, dobrze się współistnieją w nawet bardzo technologicznym otoczeniu.
Dlatego może należy wróżyć dalsze zainteresowanie wycinankowymi obrazami Kasi Kmity? Cykl nie jest nowością, powstaje od kilku lat, to jednak wydaje się nie tracić świeżości. Prace występują w dwóch formatach: 50 x 50 cm i 100 x 100 cm i zwracają uwagę przede wszystkim wyrazistymi, graficznymi motywami i kolorystyką. Kompozycyjna zasada obrazów jest pozornie prosta: opiera się na, wspomnianym powyżej, połączeniu tego, co ludowe z tym, co współczesne i technologiczne. W kształt wycinanki wpleciony jest „dzisiejszy” motyw: logo znanej marki samochodu, napoju, sylwetka postaci z kreskówki, elektroniczne gadżety, kształty z grafficiarskiego szablonu, „ubrany” na ludowo, pasiasty znak kodu kreskowego…I jeszcze kolor tych motywów: intensywny, choć bardziej rodem z pop kultury niż z łowickiej zapaski, podczas gdy sama wycinanka, dla kontrastu, pozostaje czarna.
Wydaje się, że Kasia Kmita łącząc motywy wywodzące się z dwóch, wizualnie i ideowo odmiennych światów, sugeruje, że właściwością kultury jest wypracowywanie wzorców, szablonów, znaków, ornamentyki, czytelnych w kontekście czasu i miejsca. A z czasem - możliwych do recyklingu przez kolejne formacje. „Wycinanki” Kasi Kmity są takiej praktyki dobrym przykładem. To artystyczne „przetwórstwo” zawiera wiele humoru, lekkości i wdzięku. I może się podobać. Jest także refleksyjne.
Prace Kasi kierują ku pytaniom o estetyczny zakres tego, co lokalne i globalne. Podobnie, jak kultura ludowa ukształtowała swoje wzory, współczesność ma swoje kody wizualne, przede wszystkim zwiane z kulturą masową. I tu przebiega wyraźna granica, między tym, co ludowe, a tym, co stanowi o specyfice współczesnej kultury. Ludowość to lokalność, tutejszość, to, co pierwotne i ukorzenione. Współczesna sfera wizualna – przeciwnie - odwołuje się do tego, co globalne, powszechnie zrozumiałe (co czasem znaczy – uproszczone), powiązane poziomo, rozgałęzione sieciowo.
Patrząc na prace Kasi Kmity, mam jeszcze pewną myśl dotyczącą funkcji wzorów, szablonów i ornamentów. I wycinanek oczywiście. Że mają one właściwość „oswajania”, „zaklinania” rzeczywistości, nadawania temu, co chaotyczne i postrzępione, pewnej ramy, linii, formy, że wytyczają drogę. Bezpieczną, bo zwykle opartą na symetrii i multiplikacji, na przewidywaniu, że sekwencja się powtórzy. I związanym z nią przekonaniu o identyczność prawej i lewej strony. Góry i dołu. Jak w wycinance: składamy papier na pół, wycinamy skomplikowany wzór, a następnie rozkładamy papier i mamy idealną całość.
Jednak w życiu – symetria nie występuje. Lub daje pozory, że jest. Połówki twarzy nie są przecież symetryczne. Dłonie i stopy też. Podobnie jak całe ciało. I zdarzenia codzienności rzadko układają się w przewidywalną, wycinankową sekwencję…
Magdalena Wicherkiewicz
- Elle
- Warsaw Insider
- Weranda